Lęk przed śmiercią vs lęk przed życiem

” Nie kreuj lękiem „

– słyszę bardzo często w przekazach. Usiądź i podlicz ile procent Twoich myśli jest negatywna – usłana irracjonalnym strachem przed tym, czego nie chcesz, myśleniem o przyszłości zamiast skupieniem się na realnym tu i teraz. Ile myśli oddaje i powierza się Bogu i jego Opatrzności, a ile puszcza spiralę negatywnych zdarzeń kreując to, co najgorsze i czego paradoksalnie doświadczyć nie chcesz… U mnie te statystyki kiedyś wypadały bardzo ubogo (byłam dosłownie „uboga” w bezpieczeństwie zamiast  „u Boga” w bezpieczeństwie).

Takie ubóstwo prowadzi do lęku przed życiem, gdyż zamiast śmiało z Mocą i Pokojem w Sercu iść nasza własną, cudowną drogą, kreujemy obrazami lęku, które przyciągamy. Dusza obciążona, rozczarowana rzeczywistością, często spętana, bez nadziei, bez sensu, bez widoku na zmiany,  wycofuje się. Woli już „wrócić do Domu”, nie istnieć, nie być, co przekłada się fizycznie na klasykę gatunku- depresję, stany lękowe, wyrok psychiatry i leki. Jednak warto rozważyć, czy przyczyną depresji, zniechęcenia życiem lub lęku przed zmierzeniem się z rzeczywistością nie jest stan duszy i jej brak realizowania się. 

 

Złapałam się kiedyś na tym, że po katolicku bardziej cenię śmierć niż życie… Na wzór świętych co to ” mogą zdziałać więcej dobrego będąc w Niebie”, a na łożu śmierci cieszą się, że wreszcie odchodzą, z padołu znoju, łez i cierpienia… idą wreszcie do tzw. Nieba. Oni jednak dotarli do swego ziemskiego celu (tak zakładam, unikając polemiki z kościołem katolickim kto jest znamienitym, wzorowym świętym, a kto nim nie jest).

Zapisałam wówczas:

„Pokochaj życie ziemskie by ku chwale działać. Możesz więcej po śmierci? Kto z Tobą tak rozmawia? „Mądre książki” tak nauczają? Po śmierci nie kreujesz już w materii. TERAZ masz czas by działać”.

( przekaz z 07.07.2020)

 

Istnieje jeszcze inna skrajność na osi, lęk przed oddaniem tego wszystkiego, co wykreowaliśmy w materii, wyrwanie się z egregorów i układów powiązań między ludźmi czy lęk przed wolnością. 

Tak jak w depresji dusza zapomina, że jest Istotą Bożą, że działa w Jego Mocy i w energii Jego Miłości, tak, w lęku przed śmiercią czynimy siebie najwyższymi kreatorami rzeczywistości na równi w Mocy Boga. W braku pokory, że jedynie na „wzór i podobieństwo” Boga przyszliśmy, jakoś nam umyka, że bogami nie jesteśmy. Przywiązani do swojej własnej mocy, nie umiemy oddać się Sile Wyższej i zawierzyć Opatrzności, Najwyższemu Dobru. 

Wszystko co dusza posiada jest ” u Boga”.  I wcale nie znaczy to brak dóbr materialnych, obfitości duchowej, siły emocjonalnej , wręcz przeciwnie. Człowiek uBogi wie, że wszelka Obfitość jest łaską i stanem przejściowym w drodze rozwoju i ewolucji. Ostatecznie cenne jest tylko to, co ma wagę Twojej duszy, po odłączeniu jej od ciała.  

 

Jesteśmy przeznaczeni do pełnowymiarowej wolności. To co było balastem dla człowieka, zbyt cennym by go zrzucić, widzę często na przykładzie dusz, które odprowadzam. To mogą być emocje: żal, gniew, chęć opieki nad bliskimi, nadmierny patriotyzm i miłość do ojczyzny, niezałatwione sprawy, przywiązanie do sprzętów, mebli. Nawet kult wiedzy, książek czy lęk przed karą za „grzechy”, słowem wszystko, co trudno im było tak po prostu zostawić i pójść do Światła nie oglądając się za siebie. 

 

Zostaliśmy wezwani by żyć świadomie, w pełni tu i teraz, wyzwoleni od lęków, negatywnych wyobrażeń, śmiało i odważnie realizując się w celu wcielenia żyjąc w Mocy i ochronie Najwyższego Dobra. Mając wszystko co Boskie jednocześnie nic nie posiadając, rodzimy się w Bogu, by żyć w Mocy Absolutnej Miłości. 

Dodaj komentarz